Piątkowy poranek przyniósł pierwszą wyraźną zmianę w danych wiatru słonecznego. Struktura wyrzucona ze Słońca dotarła do okolic Ziemi około 06:25, czyli już po zakończeniu czwartkowej nocy obserwacyjnej w Polsce. Z tego powodu brak zorzy w nocy z 4 na 5 czerwca nie zamyka sprawy.
Parametry po porannym uderzeniu nie odpowiadały obrazowi bardzo szybkiego, zwartego frontu po najsilniejszych rozbłyskach. Prędkość wzrosła do około 560–570 km/s, a gęstość do 15–20 protonów/cm³.
Najważniejszy problem polegał na kierunku pola magnetycznego niesionego przez plazmę. Przez kilka godzin układ był dla Ziemi niekorzystny, ponieważ składowa Bz pozostawała skierowana na północ. W takiej konfiguracji nawet podwyższona prędkość i większa gęstość wiatru słonecznego nie przekładają się automatycznie na zorzę polarną.
Po południu pojawił się pierwszy warunek do burzy
Sytuacja zaczęła zmieniać się w ciągu dnia. Siła międzyplanetarnego pola magnetycznego utrzymywała się w rejonie 18 nT, czyli na poziomie, który może mieć znaczenie dla rozwoju burzy, jeżeli orientacja pola stanie się korzystna. Właśnie ten element zaczął się poprawiać.
Składowa Bz zeszła do wartości południowych, miejscami do -14 nT. To istotna różnica względem poranka. Przy takim ustawieniu pole magnetyczne CME może efektywniej łączyć się z magnetosferą Ziemi, a energia wiatru słonecznego szybciej trafia do układu geomagnetycznego.
Czy w piątek wieczorem zorza będzie widoczna z Polski?
Na ten moment odpowiedź brzmi: jest realna szansa, ale nie ma gwarancji. Piątkowy wieczór 5 czerwca jest bardziej obiecujący niż poprzednia noc, ponieważ uderzenie CME już nastąpiło, a w ciągu dnia pojawiły się wartości Bz sprzyjające aktywności geomagnetycznej.
Dla Polski kluczowe będą dane z późnego popołudnia i wieczora. Jeżeli Bz utrzyma się wyraźnie poniżej zera, najlepiej w zakresie około -10 nT lub niżej, a Bt pozostanie podwyższone, zorza może zejść do średnich szerokości geograficznych. W takim scenariuszu obserwatorzy powinni kontrolować północny horyzont od momentu, gdy niebo stanie się wystarczająco ciemne.
Trzeba jednak uwzględnić, że poranny impuls mógł być tylko jedną częścią większego układu wyrzutów. Jeżeli kolejne zagęszczenie plazmy dotrze do Ziemi w drugiej połowie dnia albo wieczorem, aktywność może wzrosnąć ponownie. Jeżeli natomiast Bz wróci na północ i tam pozostanie, nawet obecność CME nie wystarczy do wyraźnej zorzy nad Polską.
Kiedy i jak obserwować dziś niebo
Obserwacje warto rozpocząć w piątek około 22:00. Wcześniej tło nieba będzie jeszcze bardzo jasne, zwłaszcza w północnej Polsce, gdzie trwa okres białych nocy. Najważniejsze okno przypada od późnego wieczora do pierwszych godzin po północy.
Kierunek obserwacji to północ. Przy słabszej burzy zorza może wyglądać jak niskie, blade pojaśnienie nad widnokręgiem, bez wyraźnego koloru dla oka. Przy silniejszym epizodzie możliwe są pionowe słupy lub czerwona poświata sięgająca wyżej nad horyzont.
Księżyc nadal będzie przeszkadzał. W nocy z 5 na 6 czerwca jego tarcza pozostanie oświetlona w około 82%, a wschód nastąpi kilkanaście minut po północy. Najkorzystniejszy fragment nocy wypada więc przed wyraźnym podniesieniem się Księżyca nad horyzont.
Do kontroli nieba najlepiej użyć aparatu lub smartfona z trybem nocnym. Zdjęcie o ekspozycji kilku sekund szybciej pokaże czerwone i różowe pasma niż obserwacja wzrokowa. Miejsce powinno mieć odsłonięty północny widnokrąg i możliwie małą łunę świetlną od miast. O tym, czy zorza faktycznie pojawi się nad Polską, zdecyduje utrzymanie południowego Bz w godzinach wieczornych oraz ewentualne nadejście kolejnej części wyrzutu.


