W środę 19 sierpnia o godzinie 6:01 czasu polskiego z bazy Vandenberg Space Force Base w Kalifornii wystartowała misja Starlink G17-50. Falcon 9 wyniósł na niską orbitę okołoziemską 24 satelity systemu Starlink.
Start odbył się z kompleksu Space Launch Complex 4 East. SpaceX podawało czas startu jako 21:01 czasu pacyficznego we wtorek 18 sierpnia. W Polsce był już wtedy środowy poranek, a zegary wskazywały 6:01.
Pierwszy stopień Falcona 9 wykonywał podczas tej misji swój 12. lot. Wcześniej uczestniczył między innymi w misjach Sentinel-6B, Twilight, NROL-172 i Transporter-17, a także w siedmiu wcześniejszych startach Starlink. Po oddzieleniu od drugiego stopnia wylądował na platformie autonomicznej „Of Course I Still Love You” na Oceanie Spokojnym.
Starlink G17-50 nad Polską między 20:57 a 21:02
Satelity wyniesione zaledwie kilkanaście godzin wcześniej mogą pojawić się nad Polską już wieczorem 19 sierpnia. Przewidywane okno przelotu przypada między godziną 20:57 a 21:02 czasu polskiego.
Z perspektywy Warszawy formacja będzie przemieszczać się z północnej części nieba w kierunku południowym, przecinając znaczną część sklepienia. Oznacza to, że do obserwacji potrzebny będzie możliwie szeroki widok na niebo, bez wysokich budynków i drzew zasłaniających horyzont.

Krótko po starcie Starlinki znajdują się jeszcze stosunkowo blisko siebie na orbicie. W sprzyjających warunkach mogą więc wyglądać jak ciąg kolejnych punktów świetlnych przesuwających się po tej samej trajektorii. Podobny układ jest charakterystyczny dla satelitów obserwowanych w pierwszej fazie po wyniesieniu na orbitę.
Czy dzisiejsze Starlinki będą widoczne? Tego nie da się jeszcze przesądzić
Sam fakt, że trajektoria satelitów przebiega nad Polską, nie oznacza jeszcze, że będą widoczne gołym okiem. W przypadku świeżo wyniesionych Starlinków ich jasność może bardzo szybko zmieniać się nawet między kolejnymi przelotami.
Podstawowym warunkiem jest oświetlenie satelitów przez Słońce. Obserwator musi znajdować się już po ciemnej stronie Ziemi, natomiast satelity lecące kilkaset kilometrów wyżej powinny pozostawać jeszcze w świetle słonecznym. Jeśli podczas przelotu wejdą w cień Ziemi, ich jasność gwałtownie spadnie i mogą całkowicie zniknąć z pola widzenia.
Duże znaczenie ma również geometria między Słońcem, satelitą i obserwatorem. Starlink nie świeci własnym światłem. Dostrzegamy promieniowanie słoneczne odbite od konstrukcji satelity, dlatego niewielka zmiana jego orientacji może spowodować dużą różnicę jasności.
Dlaczego jeden przelot jest jasny, a kolejnego niemal nie widać
Szczególnie w pierwszych godzinach i dniach po starcie położenie satelitów względem Słońca nie jest stałe. Poszczególne jednostki wykonują manewry związane ze stabilizacją, rozmieszczaniem paneli słonecznych i późniejszym podnoszeniem orbity. Zmienia się przez to powierzchnia, która w danym momencie odbija światło w kierunku obserwatora.
Właśnie dlatego dwa przeloty tej samej grupy mogą wyglądać zupełnie inaczej. Podczas jednego geometria odbicia może sprzyjać obserwacji i satelity będą wyraźnymi punktami, a podczas następnego światło zostanie odbite w innym kierunku i formacja stanie się bardzo słaba lub praktycznie niewidoczna.
Na widoczność wpływa także wysokość Słońca pod horyzontem. Około godziny 21 niebo w Polsce nie jest jeszcze tak ciemne jak późną nocą, dlatego słabsze satelity mogą ginąć w jasnym tle zmierzchu. Dodatkowo kontrast obniżają zamglenie, cienkie chmury, wysoka wilgotność i zanieczyszczenie światłem.
W przypadku misji G17-50 prognoza trajektorii wskazuje więc przede wszystkim, gdzie i kiedy należy patrzeć. Dopiero obserwacje prowadzone między 20:57 a 21:02 pokażą, czy geometria oświetlenia świeżo wyniesionych satelitów pozwoli zobaczyć je dziś z terenu Polski.


